28 grudnia 2010

Fantomek

...


Mirek schudł błyskawicznie – w przeciągu kilku godzin ubyło mu 12 kg. Dowiedział się przy okazji, ile waży jedna noga. Nie znam drugiej osoby, która posiadła tę zbędną wiedzę.
Trudno złapać związek pomiędzy rakiem płuc, a nogą, która nagle wymaga amputacji. Pokrętna reakcja na chemioterapię, nawet nie próbuję wnikać.

Mirek siedzi na swym rydwanie i z tego miejsca zagrzewa do walki dwie sunące po korytarzu wojowniczki. Każda z nich dzierży swą kroplówkową dzidę. Oto dwie Joanny D’Arc, chude i przygarbione. Zrośnięte z palem kroplówki wyglądają niczym potężne łuki.

Kucam przy jego wozie, wózku, z nadzieją na rozmowę. Mirek chętnie przyjmuje tę obecność, mimo całego pakietu niedogodności.

Człowiek miasta i wiedzy, który uciekł w ostatniej niemal chwili do lasu. Człowiek, który musiał do tego miasta wrócić potem na tarczy, bo serwowało mu niezbędny pakiet medyczny.
Las zafundował świeże powietrze, zastępy ptactwa i drewno, które trzeba było pociąć na opał. Było pięknie - za górami, za lasami... - było krótko, daleko. Dom trzeba będzie sprzedać.

Mirek niewiele ma sił, niewiele nóg, niewiele czasu.

Spotykamy się raz po raz, rozmowy są krótkie, ale bardzo treściwe.
Mirek mocno kaszle i odpluwa całe to bagno choroby. Często więc - wbrew sobie – odchodzę, oszczędzam jego siły na bezcenne rozmowy z córką, z żoną.

Dopiero po parunastu dniach dowiaduję się, że nie ma na imię Mirek.


- „Jestem Mirek-Sławomirek. Musi być śmieszniej, inaczej.”


Zgadzam się. Nie jest.
Zgadzam się. Musi.

Żartujemy, uśmiechamy się do siebie.

Noga, której nie ma, właśnie swędzi.
Żadna tam iluzja, a najzwyklejszy biologiczny fakt – czucie fantomowe. W taką nogę może być zimno, ciepło, taka noga boli, czuje dotyk i mrowienie. Drapię więc powietrze, Mirek mruczy jak kot, jest zabawnie.

Zabawnie do łez, których jeszcze nie pokazujemy.


Pamiętam ostatnie spotkanie przed wyjściem Mirka do domu.


-„Nie wiem, co ci powiedzieć...”

-„…A co można powiedzieć...”


Chwila wspólnej bezradności – staliśmy na niej wszystkimi naszymi nogami.

Podeszłam do łóżka, na którym siedział.
Stanęłam boleśnie blisko, na miejscu nieistniejącej już nogi. Chwyciłam jego głowę. Pocałowałam czoło i przytuliłam mocno do swojego brzucha.

Pierwszy raz tak rozmawialiśmy, pierwszy raz kapały wspólne łzy.

Do dziś czuję cię, Mirku.

Podzieliliśmy to fantomowe czucie.



.

2 komentarze:

crisol pisze...

coś cichutko tu ostatnio ... ale poczekam , warto , pozdrawiam ciepło ))))

zorka pisze...

:)