10 lipca 2011

W'dźwięczność

...


Jacek zoperowany (przeszczep skóry) i szczęśliwy - trafił wreszcie do domu po roku nieobecności. Raz po raz dzwoni i zrasza mnie radością. Tyle w nim wdzięczności dla świata...

Też słyszycie jak słowo "wdzięczność" brzmi?
Tysiące radośnie szeleszczących dzwoneczków.

Lubię współbrzmieć z taką wdzięcznością, współbyć, nie pomagać.


Ola również wróciła po operacji, tyle że do hospicjum i słaba.
Chcę myśleć, że jest tam nadal.
Chcę myśleć, że nadal JEST.

Od półtora miesiąca nie byłam w hospicjum. I tęsknię.
Nie pierwszy raz w życiu. Właściwie tęsknota to stała nuta, ziarenko piasku, które czas otorbia macicą perły.

To Ola dała mi błogosławieństwo na drogę. Pogłaskała po policzku i powiedziała, że mam kupić Dom.

I kupiłam Dom. Z uśmiechem i wbrew logice.

I zajmuję się sobą trochę. :)

Ale to już inny blog może.


Do hospicjum wracam w sierpniu - walczę z sesją (psychologia po dziesięciu latch od skończenia studiów to szaleństwo) i z ospałością (anemia), kupuję drzwi, płytki, podłogi, piekę dla robotników placki i wymyślam imię dla starej jabłonki w ogrodzie.

A dla was coś, co mam pod słowami i skórą.
Niech wam służy!






http://youtu.be/mYIfiQlfaas


.

3 komentarze:

Anonimowy pisze...

właśnie skończyłam czytać tę niezwykłą lekturę. To gotowa książka do wydania, która powinna być obowiązkową lekturą dla studentów psychologii,medycyny, pielęgniarstwa. Pokazała Pani cierpienie i umieranie tak pięknie.Z wielkim wyczuciem, wrażliwością, empatią pozwoliła dotknąć sfery tabu i ją tak mocno oswoić.Przez cały czas czytania zastanawiałam się, kim Pani jest, skąd czerpie siły aby pomagać innym. Dla mnie jest Pani Aniołem. Życzę wszystkiego najlepszego w życiu osobistym. Gratuluję i bardzo, bardzo DZIĘKUJĘ.

druga szesnaście pisze...

dobrze, że Pani jest.

zorka pisze...

...