28 września 2011

Pogrzeby

...


Pamiętam drobiazgi.


Prochy babci Kingi wiózł Elvis.
Nie żartuję – biała, amerykańska limuzyna miała taką rejestrację.


Kowbojski kapelusz na trumnie teścia, sterczący niczym okazały borowik.


Zalaminowana laurka dla przyszywanego dziadka Miecia od Be.


Przywieziony z Chorwacji kamyk, który spoczął w ostatniej kieszeni Marka.


Zimny mikrofon, który ściskałam na pogrzebie cioci, aż zbielały mi palce.


Piasek z lekkością śniegu sypiący się na trumnę córeczki.


Dziś również drobiazg:

szare obcasy mamy 5-letniej Patrycji. Bezczelnie proste pod bezradnie uginającymi się, drżącymi kolanami.

Nieśmiertelne.


.

6 komentarze:

lorely pisze...

Z pogrzebu mego synka pamiętam, jak biała róża zsunęła się się z trumny kwiatem w dół... Takie drobiazgi siedzą potem jak zadry za paznokciami całe życie..
Pięknie piszesz o najtrudniejszych rzeczach.. tak pięknie, że czasem profanacją wydaje się komentarz..
lorely.blog.onet.pl

Demnogonis pisze...

Minęło prawie 20 lat od śmierci dziadka. Babcia jak o nim mówi ciągle ma łzy w oczach. Na pogrzebie nie płakała. To zapamiętałem.

Maggie pisze...

A mogę spytać jak ma się ma się Patrycja, której zmarła Mama?
pozdrawiam,
maggiebb.blogspot.com

Foksal pisze...

Maggie, mnie się zdaje, że to Patrycja umarła...

Anonimowy pisze...

Patrycja zmarła.


zorka

Maggie pisze...

Faktycznie nie doczytałam uważnie do końca...
To jeszcze gorzej- z perspektywy mamy patrzę.Ech, ta wszechobecna śmierć, nie daruje nawet dzieciom.