...
Po powrocie niespodzianka: promienna pani Ola, która za tydzień wybiera się do domu. I już wiem, że zacznie się nowa przygoda, nowa przestrzeń.
Opieki domowej nie planowałam nigdy, tak samo jak przyjaźni z Olą.
Jesteśmy umówione.
Na posterunku również pan Jacek – wojskowy, o którym pisałam: http://zorkownia.blogspot.com/2010/03/wiosna-wio.html
W hospicjum po raz kilkunasty.
Wita mnie szeroki uśmiech:
- Pytałem o panią, tylko zapomniałem imienia. Ale i tak wszyscy wiedzieli o kogo chodzi, jak mówiłem o wolontariuszce z pokręconą głową.
:)
Tak, pora odwiedzić fryzjera i przetrzebić tę armię.
Dwie godziny potrzebowaliśmy, by uporać się z czasem przeszłym powierzchownym. Ja nadawałam w skrócie: dom, robotnicy, sesja, Chorwacja. Pan Jacek, jak zwykle skrupulatnie i po wojskowemu, zdał relację ze wszystkich maratonów lekarskich, orzeczeń i rokowań.
- Wracamy zatem do naszych randek – mówię z uśmiechem.
- Nie inaczej.
Kolejne spotkania mijają na rozmowach o córce, którą Jacek siłą wygonił nad morze, o jeżdżeniu autem, o urodzinowej imprezie w hospicjum. Pan Jacek skończył w sierpniu 81 lat. Między wierszami martwi się, czy da sobie radę w domu, bo kręgosłup złamany, bo pas usztywniający, bo dwie lewe do gotowania. Uspokajam go, obiecuję, że pomogę.
Wieczory wilgotne, wciąż szybsze, ranki otrzeźwiają chłodem.
Niedługo zmiana czasu.
Pan Jacek zapada w ostatnią jesień, ostatnią zmianę; widzę to i już wiem, że do domu nie wróci. Układamy jednak mozolnie plan domowych działań, szukamy rozwiązań. Jestem pół kroku za nim.
Twarz Jacka z dnia na dzień coraz bardziej jesienna.
Brwi, nos, policzki i dłonie z każdym zmierzchem mniej do niego należą. Niczym Mały Książę, powoli i miarowo opuszcza skorupę.
Rozmowy zaczynają przerywać krótkie ataki bólu. Jacek zamyka wtedy mocno oczy, zaciska pięści i szczęki. Raz próbowałam pomoc, chciałam prosić pielęgniarkę o dodatkowy zastrzyk. Jacek nie chciał.
- Znam ten ból. Wiem, kiedy rośnie i kiedy zaczyna się kończyć. To mi bardzo pomaga, że znam cały scenariusz.
Od tamtej pory czekam w milczeniu, aż atak przejdzie, i bez zbędnych wyjaśnień wracamy do przerwanej rozmowy.
Do czasu.
.
[775].
22 min temu

2 komentarze:
Czytam, czytam Cię, wciąż na nowo.
Mocno do mnie mówią Twoje słowa, to, co ze sobą niosą.
Dziękuję Ci.
Proszę Cię, pisz, pisz jak najwięcej.
Potrzebuję się dużo nauczyć.
Dziekuje, ze znow jestes. Pisz! Prosze. Uwielbiam Cie czytac.
Prześlij komentarz