...
Najbardziej samotni w hospicjum są lekarze.
Białe kolumny podtrzymujące dach. Każda osobno, każda prosto, na temat.
Lekarze wiedzą pierwsi, złudzeń dotykają tylko w cyrku.
Pozapinane guziki, ułożone włosy, szorstkie, czyste do bólu dłonie, mimika na wodzy. Głos spokojny, jasny, tyka miarowo. Słów, z premedytacją, zawsze mniej niż więcej.
Czasem krzyżują się nam spojrzenia, gdy siedzę przy czyjejś łodzi.
I widzę was, widzę.
Pod zmęczeniem i zbroją stoi (amo, amare) amator. Tak samo bezradny, tak samo serdeczny i czuły. Zmęczony.
Nie pijemy razem kawy, nie rozmawiamy o filmach, książkach, udanym/nieudanym życiu, łąkach, rozłąkach i zaniechaniach; świat musiałby stanąć na głowie, byśmy – ot tak – mogli nagle, bez przymiarek, wskoczyć razem do rzeki.
To nie szkodzi. Jest dobrze.
Widzę was i tak.
Wolontariat to luksus: dawkuję, decyduję, ile czasu, z kim, kiedy.
Nie zaglądam do kartotek, nie muszę wiedzieć. Za to ból mam bardziej na wierzchu, pancerzyk tylko na ramionach; możliwe też, że - w porównaniu - mniej jestem osobno.
Wasze obowiązki nie są moimi obowiązkami. Moje obowiązki – nie są obowiązkami wcale. Jestem wersją de lux, za to bez wyposażenia podstawowego, kwiatem bez łodygi.
Czasem do was mrugnę, ok?
I proszę się wtedy nie zdziwić.
:)
---
W prezencie wrzucam wam do kieszeni kamyk.
Grzejcie go ukradkiem.
Kamyk
kamyk jest stworzeniem
doskonałym
równy samemu sobie
pilnujący swych granic
wypełniony dokładnie
kamiennym sensem
o zapachu który niczego nie przypomina
niczego nie płoszy nie budzi pożądania
jego zapał i chłód
są słuszne i pełne godności
czuję ciężki wyrzut
kiedy go trzymam w dłoni
i ciało jego szlachetne
przenika fałszywe ciepło
-- Kamyki nie dają się oswoić
do końca będą na nas patrzeć
okiem spokojnym bardzo jasnym
Z. Herbert
.
[775].
22 min temu

30 komentarze:
tak właśnie jest.
dziękuję :*
:*
Zorko,nie trzeba mieć wielkiej medycznej wiedzy, żeby wiedzieć, że to już, że czas się zamyka. Każdy musi w jakiś sposób odreagować. Mnie zdarza się płakać, choć to takie nieprofesjonalne. Ale ludzkie. Po prostu.
Pozdrawiam,
Franczeska
Franczesko, tak, ja też widzę to zamykanie, to "już"... Płaczesz przy pacjentach?
Nie, ja towarzyszę ich bliskim. Staram się, by ci, co tu zostają mieli łatwiej. A płaczę czasami w tramwaju. Ale najczęściej po prostu wychodzę po pracy i idę przed siebie.
Dotykasz czasami cudów? Mnie się zdarzyło. Jeden raz.
F.
Zależy od tego, czym dla ciebie, Franczesko, jest cud. Mam wrażenie, że połowa opisanych tu spotkań się o niego ociera. Jeśli masz na myśli spektakularne ozdrowienia - nie dane mi było. Ale znam przypadki osób z rokowaniem 3-miesięcznym żyjących po kilka lat. Cud? Nie wiem. Dla mnie cudem była przyjaźń Marka, list pisany do córeczki Gosi, niewierząca Dorotka, kilka spotkań, rozmów, które zostawiłam dla siebie. Cud to kolejny rzeczownik, jaki znam, z kategorii nieobiektywnych. :)
Dobrej nocy.
f.
:) I tobie.
Zorko a czy Ty sie czasem buntujesz? dajesz sie poniesc emocjom i wychodzisz ze swojej roli? czy profesjonalizm rowny jest wchodzeniu w role, zakladaniu maski? ostatnio w programi Holwowni slyszalam historie jak do ojca czuwajacego przy umierajacym dziecku przyszedl ksiadz w ojciec zdjal krzyz ze sciany i roztrzaskal temu ksiedzu na glowie- rozumiem tego ojca
Nie jestem profesjonalistą, jestem amatorem. :) W hospicjum nie ma miejsca na moje prywatne bunty, ale poza tym normalny ze mnie człowiek.
czyli w hospicjum nie jestes prywatnym czlowiekiem tylko odgrywasz swoja role, tak? wg zasad jakie ktos wymyslil i uznal, ze trzeba ich przestrzegac
No co ty. :) Przeczytaj bloga, zobacz, czy 'tylko odgrywam rolę'. Na pewno w hospicjum krzyży łamać nie będę, leczyć duszy też nie. Do marionetki mi jednak daleko.
Oczywiście są zasady, podpisuje się odpowiednie umowy, jak przy każdej pracy. Wolontariusz w hospicjum nie powinien rzucać się w oczy, epatować światopoglądem i własnymi życiowymi problemami. Jak mawiał jednak klasyk: to kwestia smaku.
Pozdrawiam :)
czytalam:) ja Cie nie atakuje tylko chcialabym lepiej zrozumiec; nie chodzi mi o odgrywanie roli w sensie pejoratywnym, tylko wlasnie o to, ze pewnych emocji z zalozenia nie ujawniasz; z zalozenia masz pomoc osobie pogodzic sie z nieuniknionym ale jesli sama nie potrafisz sie pogodzic z tym, ze ktos umiera to nie mowisz o tym
Wolontariusz jest na szarym końcu. To on ma pomagać choremu, rodzinie. To, czy ja się godzę czy nie, nie jest istotne. Nikomu nie pomoże moja bezradność. Nawet jeśli czasem ją widać, nie skupiam na niej nikogo. Całą siłę, jaką mam, kieruję na to, co można zrobić. Czasem to tylko dobra herbata, poprawienie poduszek, dotyk i uśmiech. Nad przepaścią.
Ps. Staram się być takim wolontariuszem, jakiego sama chciałabym spotkać. Proste i chyba działa. :)
moze, dla mnie chyba w takiej chwili najwazniejsza bylaby autentycznosc emocji tego wolontariusza, wolalabym uslyszec czy poczuc, ze on sie buntuje niz sluchac czegos co zabrzmialoby dla mnie malo autentycznie
To nie jest takie czarno-białe. :)
Relacje, jakie udało mi się tam zbudować, mogły być oparte tylko i wyłącznie na autentyczności.
czyli zdarzylo Ci sie plakac razem w pacjentem
:)
Lubię Cię, Zorka i chciałabym, żebyś ten konkurs wygrała.
zorko, powiedz mi prosze jeszcze jedna rzecz, tyle sie mowi, ze w dzisiejszych czasach nie musi bolec, ze tak mozna dobrac leki, zeby czlowiek nie cierpial; z tego co ja obserwuje i czytam wynika cos zupelnie innego, w wiekszosci przypadkow nie da sie opanowac bolu fizycznego; czy jesli ktos bedac w hospicjum poprosi o sedacje to taka prosba jest spelniana czy to jest nielegalne?
Sedacja nie jest nielegalna.
Zorko.... w sedno... a co powiesz na lekarkę "profesjonalistkę od dzieci", mamę dwukligrameczki, która została tu 26 godzin, z czego z mamą 6 sekund...
łatwo nie... czasem zostawiam rozpięte guziki
Co powiem? Pójdę z taką na kawę. ;)
"Kamyki nie dają się oswoić
do końca będą na nas patrzeć
okiem spokojnym bardzo jasnym..." Chociaż... może, gdy poleżą odpowiednio długo w słońcu, dadzą się schować do kieszeni, bo wreszcie nie będą tak ziębić ... ;)
Jest jak jest. Ale cenna uwaga. :)
Zaintrygował mnie ten blog przyznam że chyba nie dałabym rady w roli takiego wolontariusza po za tym mam wrażenie że jestem za słaba emocjonalnie by odwiedzać takie miejsca dlatego nawet nie próbuje
Lekarz, który ma poukładane w głowie i zachowuje uważność umysłu nie jest samotny ani trochę. Zresztą jak każdy inny.
Przy okazji, gratuluję nagrody.
Ładny ten blog. Pewnie potrzebny.
Bo naprawdę to wygląda tak:
Lekarz do asystentki - uśmiecha się: "Proszę pisać: Pacjentka 66 lat. Rak. (długa nazwa łacińska). Stadium III. Rokowanie - poważne". Do mnie i do Mamy: "panie zgłoszą się jutro do doktora X. Do widzenia." Ja: "Panie doktorze...." Lekarz: "DOOO WIDZENIA!". Asystentka: otwiera drzwi.
Prześlij komentarz