2 marca 2012

Film z blogowej gali

...


Pierwsza część filmu:

Blog Roku cz.1


Kategoria literacka od plus minus 30-stej minuty.

...Gdy pan Zygmunt Miłoszewski opowiadał o zwycięskim blogu, nie miałam pojęcia, że mówi o zorkowni. Usłyszeć te wszystkie słowa raz jeszcze i wziąć je do siebie...

Dziękuję, panie jurorze!


Przepaszam za niezbyt wyszukaną mowę. I tak cud, że w ogóle dałam radę.



.

15 komentarze:

Rybiooka pisze...

Zaraz posłucham .... teraz gratuluje... może się odważę i napiszę.....

rybenka pisze...

obejrzlalam, wysluchalam. Wzruszzylam sie lekko nawet.
Byc.
Kiedys bylo latwiej. Spedzalam wakacje u mojej babci na wsi, tam jakos bylo latwiej ludziom chorym. Pamietam jak chodzilam odwiedzac ciocie , ktora byla przykuta do domu, zytuacja zupenie nieciekawa dla dziecka, ale oczywista dla wszystkich, ktorzy byli wokol, cioci nie mozna bylo zostawiac w samotnosci. A jak ktos umieral, to cala wies sie schodzila do domu i modlili sie, i porozmawialali, i cos do ejdzenia przyniesli, a na koniec cala wies odprowadzala trumne do konca drogi. W naturalny sposob nikt nie byl zostawiony sam sobie w nieszczesciu. Teraz te naturalnosc zgubilismy, ale moze mozna do niej wrocic? Twoj blog na pewno jest jedna z drog ktore moga cos zmienic.
Oj, ja to nie umiem pisac, bardzo, bardzos ei ciesze ze wygralas i gratuluje i Tobie i nam, ktorym cos sie w glowach zmienia przy czytaniu Zorkowni

Monika Mota Zakrzewska pisze...

Ja mówiłam przez zaciśnięte zęby i w pewnej chwili odpuściłam, bo tak bardzo trząsł mi się głos.
Ty mówiłaś swobodnie i spokojnie.
Odezwij się na: mota@op.pl, bardzo proszę. :)

Sto1000krotka pisze...

:-))

Anonimowy pisze...

@rybenka- no wlasnie w tych staropolskich obyczajach nie podoba mi sie to, ze dzieci, nawet kilkuletnie byly przymuszone do obcowania z umierajacymi i zmarlymi, zdaje sie, ze trzeba tez bylo zmarlego pocalowac- mysle, ze dla wrazliwego dziecka to musiala byc totalna trauma
niby smierc jest czyms naturalnym, wpisanym w zycie, powinno sie czuwac przy umierajacym bliskim ale co do tego by uczestniczyly w tym dzieci to jednak mam watpliwosci

zorka pisze...

Przeżywanie choroby i straty rodzinnie wydaje mi się czymś bardziej naturalnym niż izolacja. Wykluczanie dzieci ich nie uchroni. Oczywiście, wszystko z wyczuciem i w odpowiednich proporcjach.
Miałam 6 lat, gdy umarł mój dziadek. Miasteczko, jasno określone reguły. Pamietam, że ponoć należało pocałować dziadkową rękę. Pamietam, że nie chciałam. Mama szepnęła: "nie musisz". Dotknęłam tylko/aż zimnej dłoni i z wrażenia nie spałam w nocy. Dziś wiem, że to było dobre doświadczenie.

Jednak Małe Be swojego dziadka w kostnicy nie widziało. Decyduje i ocenia rodzic.

rybenka pisze...

Hm, nie bylam do niczego zmuszana, nie mam zadnej traumy zwiazanej z odwiedzaniem zmarlych, to bylo takie zwyczajne. Ale rozumiem ze ktos moze to inaczej wspominac.

Anonimowy pisze...

napisalam to bo moja kolezanka, ktora wychowala sie na wsi miala wlasnie taka traume- przerazalo ja to, ze musi pocalowac zmarlego wujka( ktorego zreszta nie lubia kiedy zyl) i rodzice niestety ja do tego zmusili bo taki byl obyczaj- dla niej to nie bylo dobre doswiadczenie
ja kiedy zmarla moja babcia- widzialam ja w kostnicy, potem w przyszpitalnej kaplicy i choc kochalam ja bardzo nie bylam w stanie jej dotknac; caly czas powtarzalam sobie, ze dusza mojej babci jest juz gdzie indziej i z tym cialem nie ma juz nic wspolnego

Maramausch pisze...

Zorko, W Warszawie w hospie też jest oczko wodne. Z rybkami. :) Pozdrawiam Mar ( i witam się nieśmiało, bom tu pierwszy raz:)

zorka pisze...

:)

Daraja pisze...

Tak cichutko tutaj... Spokojniej.
Zatrzymam się na chwilkę :)

memody pisze...

Twoja mowa była bardzo dobra, we wszystko Ci uwierzyłam ;-), możesz częściej przemawiać! (i pisać, wiadomo!)
Tak, pan Juror bardzo pięknie opisał Twój blog.

Anonimowy pisze...

Tym, co mnie najbardziej ujmuje w Pani blogu, jest przepiękny język i dar słowa - tak mało słów, tak wiele treści; wyjątkowej urody formułowanie myśli. Uważam więc, że nagroda w kategorii blogów literackich jest szczególnie zasłużona - owszem, treść jest niezmiernie ważna, ale mnie najbardziej, jak magnes, przyciąga literackość bloga właśnie.

Zazdroszczę;) - ja wpadam w patos straszliwy i nieznośny, jak chcę być poważna - i cieszę się bardzo, że Panią doceniono:). A sama chyba niebawem wybiorę się do księgarni po książkę pana Zygmunta Miłoszewskiego, bo mnie bardzo ujął.

A chciałam jeszcze podzielić się pewnym obrazem - w kontekście rozmów pod tym wpisem. Pamiętam pierwszą śmierć, która mnie mocno dotknęła; zmarła moja prababcia. Co dużo mówić - czułam się, jakby nagle świat się skończył i wszędzie była ciemność, i pusto, i nicość. Nawet nie lęk czy załamanie - po prostu: nicość. I do dzisiaj pamiętam mądrą, dobrą, współ-czującą pielęgniarkę, która powiedziała tylko jedno zdanie: "Zmarłych nie trzeba się bać" i... pogłaskała moją prababcię po policzku. To był tak dobry, ludzki, niesamowity gest...! Po prostu: bycie z, bycie przy. Tak potrzebne mi to wtedy było! Potem pogłaskałam prababcię i ja, nadal przy tej pielęgniarce, która b y ł a - i to wszystko uporządkowało. Mądre żegnanie bliskich przez dzieci może być tak dobre, proste, naturalne... Dobrze, są takie pielęgniarki.

zorka pisze...

Pamiętam radę pani profesor, z którą dawno temu w trawie miałam poetykę i teorię literatury: skreślać, skreślać i jeszcze raz skreślać. ;)

Pielęgniarka, którą spotkałaś, pewnie nawet nie ma pojęcia, że tak bardzo pomogła.
Dostałaś piękną lekcję miłości.

Podróże w nieznane pisze...

Dziękuję za odwiedziny na moim blogu, gratuluję zdobycia tylu nagród. Byłem, widziałem, słyszałem - było super i poradziłaś sobie świetnie z wszystkimi trzema mowami. Cieszę się, że mogłem poznać Ciebie i tylu wspaniałych ludzi - blogerów.

Michał